O czystej robocie z Januszem Gładyszem Drukuj
środa, 01 lutego 2012 14:01
Multithumb found errors on this page:

There was a problem loading image /home/umgorzow/domains/umgorzow.provector.pl/public_html/archiwumtories/PODSTRONY/zwyczajni-nadzwyczajni/janusz-gladysz.jpg
There was a problem loading image /home/umgorzow/domains/umgorzow.provector.pl/public_html/archiwumtories/PODSTRONY/zwyczajni-nadzwyczajni/janusz-gladysz.jpg
Zwyczajni - nadzwyczajni - Janusz Gładysz Fot. Bartłomiej Nowosielski
Zwyczajni - nadzwyczajni - Janusz Gładysz Fot. Bartłomiej Nowosielski

Produkuje i naprawia torby, walizki i różne wyroby skórzane. Od 1976 roku ma swój zakład przy ul. Jagiełły 5, do którego przychodzą kolejne pokolenia. Z Januszem Gładyszem, kaletnikiem rozmawiała Olga Konaszczuk.

- Od ilu lat pracuje Pan w Gorzowie?
- Od 1976 roku przy ul. Jagiełły 5. Na początku pracowałem 5 lat na Wodnej u Pana Matuszczaka, a potem poszedłem na swoje.

- A dlaczego akurat ten zawód Pan wybrał?
-Ja jestem po całkiem innym zawodzie- mechanice. Ale to był dla mnie za brudny zawód, nie lubiłem się grzebać. Człowiek przychodził cały brudny, zawsze ręce i paznokcie czarne. Nie odpowiadało mi to. A mój tata miał kolegę, który był kaletnikiem i mi się spodobało. Czysta robota.

- Czyli zaczynał Pan od terminu?
- Tak. To było w latach 70. Najpierw zrobiłem dyplom czeladniczy, potem już u siebie mistrzowski, jeszcze w zakładzie na Dzieci Wrzesińskich. Dziś to już nikt pewnie nie będzie pamiętał, ale tam też pracowałem. Potem byłem w urzędzie i zaproponowano mi do wyboru dwa lokale. Koło białego Kościółka i tu na Jagiełły. Wolałem ten drugi, bo w centrum. Bo kiedyś to naprawdę było centrum i tętniło życie. Dzisiaj natomiast to wygląda trochę inaczej.

- Nie wszyscy tak naprawdę dziś wiedzą, co robi kaletnik.
- Kaletnictwo to jest produkcja i naprawy toreb, waliz, różnych wyrobów skórzanych. Przede wszystkim to są usługi. Ja robię głównie torby, torebki, zamki do kurtek, butów, uprzęże, obroże- wszystkie akcesoria, które są związane ze skórą. Różne rzeczy się teraz robi, dla ludzi i zwierząt.

- Taki duży zakres wymaga sporo wyobraźni.
- Tak, ale przede wszystkim praktyki. Bez odpowiedniego stażu w tej pracy ciężko coś zrobić. Owszem ludzie kombinują, ale to nie jest taka jakość jak trzeba. Tu trzeba wiedzy i doświadczenia. Ten zawód wymaga długiej praktyki.

- Czyli im starszy kaletnik tym lepszy?
- Chyba tak (śmiech).

- Ilu jest kaletników w Gorzowie?
- Takich wyuczonych jest mało. Są zakłady przy ul. Wodnej i Armii Polskiej. Oni maja papiery. Ten zakład na Wodnej też już jest długo, córka przejęła interes po ojcu. Ale w sumie jest nas niewielu.

- A jak to się zmienia na przestrzeni lat? Co ludzie przynoszą do naprawy?
- Jest dużo nowych rzeczy, nieustannie się coś zmienia. Dziś wracają bigle. Parę lat temu nikt nie myślał o wkrętach, śrubkach. Dzisiaj bardzo dużo usług jest związanych właśnie z metalem. Dawniej się robiło takie rzeczy jak obsadzanie bigli w dużych ilościach, potem ta moda jakoś znikła, a obecnie znów wraca.

- Czy dostał Pan kiedyś coś naprawdę niezwykłego, niespotykanego do zrobienia?
- No różne rzeczy się robiło. Nawet potrafiłem zrobić dach do mercedesa z lat sześćdziesiątych. Nic tam nie było, tylko obramowanie żelazne zostało, przód, tył i dwie linki. I z tego trzeba było zrobić dach. Tego typu rzeczy się robi z dermy, tworzywa sztucznego, bo skóra się  nie nadaje. Moknie na deszczu, potem się kurczy i wypala na słońcu. Także różności się dostaje, od wielu lat już mam zakład, więc przeróżne zlecenia się trafiają.

- Ludzie przynoszą częściej wyroby skórzane, czy raczej sztuczne?
- Raczej teraz przewaga jest sztucznych. Skóra też, ale rzadziej. Wiadomo, skórzana torba jest kilkakrotnie droższa niż taka sztuczna ze skaju, dermy czy jakichkolwiek sztucznych tworzyw. I dlatego te ostatnie przeważają.

- A jaka jest różnica przy pracy nad skórą, a tworzywami sztucznymi?
- Skórę łatwiej się obrabia. Poza tym sztuczne tworzywa się szybciej wycierają. Dla przykładu widać  to z tyłu torebek, który się ociera o kurtkę. Można zaobserwować, jak szybko się zużywa ten materiał. Zastępuję te wytarte części skórą i wtedy przy noszeniu to już się nie zniszczy tak szybko. Przy naprawie rzeczy z tworzyw sztucznych trzeba też więcej pracy włożyć i trudniej kolorystycznie dobrać łaty. Najlepiej jak jest kilka kolorów, a z jednolitą może być problem.

- A jak się mają sprawy z uczniami?
- Ja sporo uczniów wyszkoliłem, nigdy nie liczyłem dokładnie, ale będzie około dwudziestu. Nawet dostałem odznakę za szkolenie uczniów. Ale teraz młodzież się nie garnie. Kiedyś była Szkoła zawodowa nr 40 na Śląskiej. Wtedy uczeń szedł do mnie na trzy lata, mieliśmy porozumienie między szkołą a zakładem. I nawet jak ciężko szło w szkole, a w zakładzie taki uczeń się nadaje to mistrzowie chodzili na zebrania w szkołach i rekomendowali. Teraz jest inaczej, młodzi idą na studia i taki młody człowiek nie przyjdzie do terminu. Jest coraz więcej ludzi z wykształceniem humanistycznym, a brakuje chętnych do innych zawodów.

- Jacy klienci do Pana przychodzą? Jak to wygląda wiekowo?
- Powiem Pani, że to już przychodzi do mnie któreś pokolenie. Najpierw rodzice z córką, potem córka z własną córką przychodzi. Dużo babć się pojawia, też dla wnuczek przychodzą załatwić. Mówią sobie z pokolenia na pokolenie, że tu jest kaletnik. Młodzi przychodzą bo pasek trzeba zrobić. Idą do mnie, buch, dziurki zrobione. Sprzączka do paska pęknie, zaraz dobieram, robimy. W każdym wieku się zdarzają, od młodych zaczynając na moich starych, wieloletnich klientach kończąc.
- Dziękuję za rozmowę.  
     

Wpisany przez Kulczynski   
Poprawiony: poniedziałek, 21 maja 2012 07:09
 

Uwaga, www.gorzow.pl/przystan korzysta z plików cookie, aby dowiedzieć się więcej na ich temat oraz poznać sposoby zarządzania nimi wejdź na stronę Opcje prywatności.

Akceptuję wszystkie pliki cookie z www.gorzow.pl