„I am from Pipidówa” – rozmowa z Richardem Bona Drukuj
czwartek, 15 marca 2012 14:11
Multithumb found errors on this page:

There was a problem loading image /home/umgorzow/domains/umgorzow.provector.pl/public_html/archiwumtories/PODSTRONY/GLOWNA/kultura/kulturalnie-o-kulturze/Richard.Bona.008.BN.JPG
There was a problem loading image /home/umgorzow/domains/umgorzow.provector.pl/public_html/archiwumtories/PODSTRONY/GLOWNA/kultura/kulturalnie-o-kulturze/Richard.Bona.008.BN.JPG
Richard Bona, fot. B. Nowosielski
Richard Bona, fot. B. Nowosielski
- Richard, spotykamy się chwilę przed koncertem. Przed występem stroisz instrumenty, przygotowujesz z ekipą sprzęt techniczny, a jak „nastrajasz” siebie? Czy masz jakieś swoje rytuały?
- Gdybym przygotowywał się do występu, nie byłbym sobą. Po prostu wychodzę na scenę, gram i śpiewam. To jest naturalne. Jestem sobą. Gdy grasz z orkiestrą, zespołem, innymi muzykami jest oczywistym, że musisz to wszystko zorganizować, ale jeśli chodzi o nastrajanie duszy, to jest to chyba taki instrument, którego nie da się nastroić (śmiech). - A jak pamiętasz swój pierwszy koncert w Gorzowie w 2007 r., którym Jazz Club pod Filarami zapoczątkował cykl Gorzów Jazz Celebrations? - Pamiętam nazwy miast, ale nie do końca kojarzę architekturę, wszystko dzieje się tak szybko, że nie ma czasu poczuć miasta jako organizmu. Ale na pewno pamiętam bardzo pozytywną energię gorzowskiej publiczności i świetny z Wami kontakt.
- No właśnie…mówi się o Tobie, że jesteś Szamanem z Kamerunu, Twoja muzyka jest magiczna, nastrojowa, ale w swojej twórczości poruszasz także trudne tematy egzystencjalne, społeczne. Skąd czerpiesz tego typu inspiracje?
- Moją inspiracją jest życie, ludzie i miejsca. Każdy dzień jest wyjątkowy i niesie niepowtarzalne sytuacje, które inspirują, stają się natchnieniem. Jestem silnie związany z naturą, pochodzę z małej miejscowości Minta w Kamerunie, gdzie żyje się niejako w ścisłym związku z prawami natury. To sprawia, że człowiek jest bardziej wrażliwy, dostrzega więcej i więcej docenia. Natura daje nam od siebie bardzo wiele, a my często tego nie doceniamy. Jestem szczęśliwy, że budząc się codziennie rano, mogę oddychać, funkcjonować dzięki naturze i dzięki temu tworzyć.
- Pochodzisz z Kamerunu, jako młody chłopak wyjechałeś do Francji, teraz jesteś związany ze Stanami Zjednoczonymi, gdzie jest Twoje serce – w Afryce, w Europie czy w Ameryce?
- Moje serce jest tam, gdzie jestem ja, nie utożsamiam siebie z jednym miejscem. Każde jest dla mnie ważne, bo w każdym zostawiam cząstkę siebie. Dziś jestem w Gorzowie, jutro będę w Szwecji, ale wszędzie spotykam ludzi, przeżywam ważny moment jako artysta i to jest moje serce.
 
- Masz za sobą projekty muzyczne realizowane we współpracy z wieloma artystami światowej sławy. Współpracowałeś też z Anną Marią Jopek. Co chciałeś przekazać swoim słuchaczomw tekstach waszych wspólnych utworów?
- Po prostu – życie jest piękne.
 
- Nawet, jeśli jest się w ciągłej podróży, tak jak Ty?
- Dokładnie tak. To fascynujące móc każdego dnia być w innym miejscu na Ziemi. Będąc w Paryżu często obserwowałem kilkudziesięcioosobowe grupy chińskich turystów i zastanawiałem się, co jest przyjemnego w spędzaniu urlopu w takiej dużej grupie ludzi. Odwiedzając Pekin miałem pewną przygodę. W związku z tym, że wszystkie napisy w przestrzeni miejskiej były wyłącznie w niezrozumiałym mi języku chińskim, szybko się zgubiłem i nawet trochę spanikowałem. Poratował mnie sklepikarz, który mówił po angielsku, wskazując drogę. Dzięki tej historii zrozumiałem, dlaczego oni podróżują do Europy grupami – bo boją się zgubić (śmiech).
 
- Zbliżają się Święta Bożego Narodzenia, wielu artystów, m.in. Frank Sinatra, mają w swoim dorobku okazjonalne projekty związane z atmosferą Świąt. Czy myślałeś o takim projekcie?
- Nie jestem artystą projektowym, tworzę z potrzeby ducha, a nie z okazji. Szanuję dokonania innych w tym zakresie, ale ja osobiście nie myślałem o tego typu przedsięwzięciu.
 
- Czy zdradzisz Gorzowianom, co mogła mieć wspólnego Twoja gitara z rowerem?
- Muzykuję od dziecka, tam skąd pochodzę nie miałem dostępu do profesjonalnych instrumentów muzycznych. Instrumenty robiłem sam, tak jak wszyscy. Do tego wykorzystywane były różne przedmioty, materiały, także części od rowerów. Miałem to szczęście, że był u nas sklep rowerowy, dzięki któremu mogłem sam skonstruować moją gitarę akustyczną z dwunastoma strunami (śmiech).
 
- Minta to maleńka miejscowość, fakt, że stamtąd pochodzisz dowodzi, że prowincja to stan umysłu…
- W Polsce na takie miejscowości mówicie „pipidówa” (śmiech).Tak, koncertuję we Francji, Libanie, Japonii, Niemczech, Polsce, na całym świecie, a skąd jestem? I am from pipidówa” (śmiech).

- Dziękuję za rozmowę.

Richard Bona – ur. 1967 r. w Kamerunie w miejscowości Minta, światowej sławy multiintrumentalista, sideman, muzyk związany z jazzem. W 1999 r. wydał swoją pierwszą autorską płytę „Scenes From My Life”. W Gorzowie wystąpił dwukrotnie w 2007 r. i w 2011 r. w ramach Gorzów Jazz Celebrations (źródło: onet.pl).
Wywiad nie jest autoryzowany.
Poprawiony: wtorek, 03 kwietnia 2012 12:34
 

Uwaga, www.gorzow.pl/przystan korzysta z plików cookie, aby dowiedzieć się więcej na ich temat oraz poznać sposoby zarządzania nimi wejdź na stronę Opcje prywatności.

Akceptuję wszystkie pliki cookie z www.gorzow.pl