Nikt nie spodziewał się takich zmian – rozmowa ze Zbigniewem Sejwą Drukuj
czwartek, 15 marca 2012 12:08
Multithumb found errors on this page:

There was a problem loading image /home/umgorzow/domains/umgorzow.provector.pl/public_html/archiwumtories/PODSTRONY/GLOWNA/kultura/kulturalnie-o-kulturze/sejwa.zbigniew.001.jpg
There was a problem loading image /home/umgorzow/domains/umgorzow.provector.pl/public_html/archiwumtories/PODSTRONY/GLOWNA/kultura/kulturalnie-o-kulturze/sejwa.zbigniew.001.jpg
There was a problem loading image /home/umgorzow/domains/umgorzow.provector.pl/public_html/archiwumtories/PODSTRONY/GLOWNA/kultura/kulturalnie-o-kulturze/sejwa.zbigniew.002.jpg
There was a problem loading image /home/umgorzow/domains/umgorzow.provector.pl/public_html/archiwumtories/PODSTRONY/GLOWNA/kultura/kulturalnie-o-kulturze/sejwa.zbigniew.002.jpg
There was a problem loading image http://93.175.128.209/images/stories/PODSTRONY/GLOWNA/kultura/kulturalnie-o-kulturze/sejwa.zbigniew.003.jpg
There was a problem loading image http://93.175.128.209/images/stories/PODSTRONY/GLOWNA/kultura/kulturalnie-o-kulturze/sejwa.zbigniew.003.jpg

Zbigniew Sejwa, fot. Archiwum prywatne
Zbigniew Sejwa, fot. Archiwum prywatne

Moja pierwsza indywidualna wystawa odbyła się w 1979 roku - w ubiegłym wieku (!). Siedziałem tygodniami w fotograficznej ciemni, żeby ją przygotować. Dzisiaj mamy za sobą pierwszą dekadę XXI wieku, fotografię cyfrową , internet, komórki. Nikt nie spodziewał się wtedy, że takie zmiany nastąpią i to tak szybko - ze Zbigniewem Sejwą, artystą sztuk wizualnych, dyrektorem Klubu Myśli Twórczej „Lamus", laureatem Nagrody Kulturalnej Marszałka Województwa Lubuskiego rozmawiała dyrektor Wydziału Kultury Urzędu Miasta Ewa Pawlak.

- Jest Pan absolwentem łódzkiej filmówki, jak Pan wspomina studia w Łodzi?
- To moje trzecie studia w życiu. Wspominam ten czas z dużym sentymentem. Atmosfery szkoły nie da się opowiedzieć. To miejsce kultowe. Dzisiaj ma znakomicie wyposażone pracownie i nowe budynki, ale nie zatraciła swojego wyjątkowego charakteru, który jak wszędzie tworzą ludzie. Zarówno wykładowcy - najczęściej wybitni artyści, ale również studenci, z twórczymi, energetycznymi postawami. Było tam mnóstwo pozytywnej energii i intelektualny koloryt. Mój promotor - profesor Józef Robakowski mówił nam, że dyplom łódzkiej filmówki coś znaczy, gdziekolwiek się go pokaże na świecie.

 

- W 2011 roku minęło 35 lat Pana pracy artystycznej - jest Pan aktywnym artystą i animatorem kultury. Jest Pan wnikliwym obserwatorem życia kulturalnego w mieście, województwie, w Polsce i zagranicą. Jakie są Pana refleksje na temat kultury w kontekście Pana dorobku?
- To jest bardzo trudne pytanie, bo na przestrzeni tych 35 lat dokonało się wiele istotnych, wręcz rewolucyjnych, również systemowych zmian. Zarówno w organizacji i upowszechnianiu kultury, jak i w ideach sztuki. Nastąpiły ogromne przemiany w sposobach komunikacji, metodach i narzędziach twórczości. Zaczynałem w głębokiej komunie, podczas studiów w Zielonej Górze (animacja kultury, przyp. red.) byłem studenckim dziennikarzem, poetą, zacząłem interesować się fotografią. Jako studenci robiliśmy swoje, nie myśląc na co dzień o ograniczeniach. Wydawało nam się, że jesteśmy wolni, a tak naprawdę mogliśmy działać jedynie w określonych przez system ramach. Cenzura była wszędzie, nawet z głupią ulotką czy projektem biletu trzeba było biegać po zgodę. Dzisiaj można powiedzieć, że kultura jest wolna. Dziś wszystko można, tym bardziej, że wszystko jest stosunkowo tanie i ogólnodostępne. Paradoksalnie jednak tamte ograniczenia generowały rozwój. Artyści szukali nowych rozwiązań, by obejść to, co niedozwolone, zakazane. I choć łatwiej jest dzisiaj tworzyć, to trudniej o wartościową sztukę w warunkach, gdy wszystko powszednieje i staje się masowe. Prawdziwe wartości zanikają na rzecz popularności. Moja pierwsza indywidualna wystawa odbyła się w 1979 roku - w ubiegłym wieku (!). Siedziałem tygodniami w fotograficznej ciemni, żeby ją przygotować. Dzisiaj mamy za sobą pierwszą dekadę XXI wieku, fotografię cyfrową (a może cyfrografię), internet, komórki. Nikt nie spodziewał się wtedy, że takie zmiany nastąpią i to tak szybko.

Zbigniew Sejwa, fot. Piotr Miler
Zbigniew Sejwa, fot. Piotr Miler
- Jest Pan laureatem wielu wyróżnień, m.in. trzykrotnie otrzymał Pan nagrodę kulturalną Prezydenta Miasta Gorzowa Wlkp., w 2011 r. został Pan uhonorowany Nagrodą Kulturalną Marszałka Województwa Lubuskiego, czym są dla Pana te nagrody?
- Praca artysty bywa niewymierna, często to nagrody przydają jej znaczenia i motywują do dalszej pracy. W odbiorze społecznym czasami dopiero nagroda zwraca uwagę, że to, co robią artyści, ma znaczenie. Oczywiście nagrody zawsze cieszą. Traktuję je również jako potwierdzenie, że kultura jest ważna i że ważni są ci, którzy ją tworzą. Chociaż szkoda, że tylko od święta.

 

- Jest Pan bardzo twórczą, wszechstronną i przez to zapracowaną osobą. Jest Pan artystą fotografikiem, tworzy Pan filmy dokumentalne, zarządza Pan instytucją kultury. Skąd czerpie Pan siłę i motywację do działania?
- Jeżeli robi się rzeczy interesujące i człowiek się czymś pasjonuje, to czerpie energię z tej pasji. Już w szkole średniej robiłem rzeczy trochę inne, dziwne, co wynikało z młodzieńczej ciekawości świata, nakierowanej na sztukę. I wydaje mi się, że tę ciekawość mam w sobie do dziś. Próbowałem dostać się na historię sztuki. A pamiętać trzeba, że były to czasy, gdy dużą rolę w przyjęciu na studia odgrywały tzw. punkty za pochodzenie (z rodzin chłopskich i robotniczych, przyp. red.). Ponieważ mój ojciec był najpierw oficerem w wojsku, a potem handlowcem, punktów nie dostałem i na wymarzony kierunek mnie nie przyjęto. Poszedłem więc na animację kultury - nowo otwarty kierunek w Zielonej Górze. Zjechali się młodzi ludzie z całej Polski, bo tylko tam można było animację kultury studiować. Dzięki temu atmosfera i klimat tamtych lat były wyjątkowe, panował specyficzny ferment twórczy. To, czym tam przesiąknąłem, zostało we mnie do dziś. Podobnie było na studiach w Warszawie. Był to pierwszy rok pierwszej w Polsce szkoły fotografii o statusie szkoły wyższej. I znów zjechali tam wszyscy ci, którzy od lat marzyli o studiach fotograficznych. Wielu z nich jest dzisiaj wybitnymi artystami i wykładowcami wyższych uczelni artystycznych.

- W Gorzowie rozpoczynał Pan swą karierę od bardzo wówczas nowatorskiej akcji w przestrzeni miasta. Był rok 1981. Na płytach chodnikowych umieszczał Pan zdjęcia zwykłych ludzi, fotografował Pan reakcje przechodniów. Proszę opowiedzieć o inspiracji i klimacie tego przedsięwzięcia.
- Podczas studiów w Zielonej Górze uczęszczałem na fakultet artystyczny dla przyszłych instruktorów fotografii. Tam zrodziło się moje zainteresowanie twórczością w tej dziedzinie. Kiedy wróciłem do Gorzowa Wlkp., zastałem prężnie działające Gorzowskie Towarzystwo Fotograficzne, jednak zrzeszające ludzi zainteresowanych fotografią tradycyjną, klasyczną. Ja chciałem robić coś innego. Założyłem więc Grupę Trzech (Kazimierz Ligocki, Zdzisław Hajdasz i Zbigniew Sejwa - przyp. red.) i to moi koledzy pomogli mi zorganizować ten, jak to nazwała wówczas Gazeta Lubuska, pierwszy gorzowski happening. Wybraliśmy różne zdjęcia o życiu zwykłych ludzi, wykonaliśmy odbitki na wymiar płyt chodnikowych, po czym na chodniku przy dzisiejszym EMPiK-u przykleiliśmy je butaprenem. Byliśmy ciekawi, jak zareagują na to przechodnie. Niektórzy, bojąc się stąpać po zdjęciach, przeskakiwali przez nie, niektórzy specjalnie deptali, inni przystawali i oglądali z zainteresowaniem. A my robiliśmy zdjęcia tych reakcji. W nocy w ciemni przygotowywaliśmy odbitki i na drugi dzień rano wystawiliśmy zdjęcia z tej akcji, tym razem w witrynie EMPiK-u.

 

- Co Pana zdaniem powinno być priorytetem dla kultury w Polsce i w Gorzowie Wlkp.?
- W Gorzowie najbardziej boli mnie brak kreatywności, bylejakość i zaściankowość w działaniach oraz ogólna amatorszczyzna. Nie chodzi tylko o brak pieniędzy na kulturę, chociaż to też nie jest bez znaczenia. Nie mamy autorytetów, krytyków, dziennikarzy, ludzi, którzy mieliby wiedzę i odwagę użyć właściwej miary i nazwać rzeczy po imieniu. W Gorzowie nie docenia się też roli kultury dla rozwoju i promocji miasta. Na przykładzie Wrocławia i kilku innych miast, które postawiły na kulturę, widać, jak wspaniale może to funkcjonować, jak zmienia się atmosfera i wizerunek tych miast. Kultura przyciąga najbardziej pożądany target odwiedzających. Ludzi wykształconych, świadomych własnych zainteresowań, przynajmniej średniozamożnych. W Polsce najważniejsze na najbliższy czas to realizacja hasła "jeden procent z budżetu na kulturę" i paktu dla kultury, czyli postulatów Obywateli Kultury, oddolnego ruchu kultury i artystów z całej Polski.

- Pana nazwisko jest rozpoznawalne w środowisku artystycznym w Polsce, choćby przez filmy dokumentalne, np. „Wspomnienia z miasta L.". Można powiedzieć, że m.in. dlatego należy Pan do grona lokalnych liderów, autorytetów kultury. W jaki sposób miasto z jednej strony powinno wspierać, a z drugiej wykorzystywać ten potencjał?
- Umówmy się - to pewne kręgi i środowiska artystyczne mnie rozpoznają. Z jednej strony miasto wspiera finansowo kulturę: są stypendia dla młodych twórców, są nagrody kulturalne Prezydenta Miasta, są dotacje dla organizacji pozarządowych, instytucji kultury, mamy nową filharmonię. Ale w tym mieście nie ma atmosfery twórczości, takiego ducha twórczej pracy. Już Jan Korcz mawiał, że tutaj każdy „gorzowieje". Oznaczało to, że ludzie po pewnym czasie zatracają tu kreatywność i twórczą energię, ściągani są w dół. Po tylu latach nic się nie zmieniło. Znaczącą przyczyną takiego stanu rzeczy jest z pewnością migracja młodego pokolenia, jednostek najbardziej twórczych, poza Gorzów. Miasteczko G. nie jest dla artysty dobrym miejscem do życia i tworzenia. Nie ma artystycznej infrastruktury na odpowiednim poziomie, nie liczy się na kulturalno - artystycznej mapie kraju. To wynik ogólnej mizerii intelektualnej, ale także innych uwarunkowań, np. braku skutecznej polityki kadrowej pozwalającej na stanowiskach wymagających szczególnych predyspozycji, kreatywności i wiedzy zatrudniać w wielu miejscach i na różnych poziomach osoby, delikatnie mówiąc o ograniczonych kompetencjach.

 

- Jest Pan członkiem Zespołu ds. strategii rozwoju kultury w Gorzowie. Dlaczego kultura potrzebuje strategicznego myślenia?
- Kultura to bardzo szerokie pojęcie. Istnieje potrzeba, by pewne kwestie precyzować. Niektórzy ludzie tego nie rozumieją, uważają, że to niepotrzebne, że najlepiej kultura rozwija się bez jakiejkolwiek ingerencji. Ale takie lekkomyślne podejście jest dobre na chwilę. Fajnie na jakiś czas być hipisem, sam nim byłem, ale dobrze też z tego wyrosnąć. Jak się okazuje, kultura w Polsce jednak musi być finansowana przez państwo, a tam gdzie są pieniądze publiczne, potrzebne są jasne kryteria i zasady np. gdyby nie wsparcie samorządu, nie istniałby nasz Jazz Club, a może nie byłoby też np. Adama Bałdycha, który podstawowe wykształcenie muzyczne zdobył w szkole publicznej, a więc dzięki mecenatowi państwa i miasta. Z drugiej strony muszą istnieć gremia, które te pieniądze dzielą, które wyznaczają cele i priorytety. Dzisiaj każdy może np. wydać książkę, ale przecież nie chodzi o „wydawanie wszystkiego", liczy się wartość i jakość. Niestety w sztuce nie ma miejsca na demokrację. W kulturze czasami trzeba kształtować gusta, a nie tylko schlebiać gustom większości. Dlatego jest to takie trudne, bo opiera się na zaufaniu do tych, którzy potrafią wybrać z całego dzisiejszego chaosu to, co wartościowe, niebanalne, ciekawe. Nie nauczyliśmy się jeszcze czerpać z wolności, zapomnieliśmy o autorytetach. Ale myślę, że ta potrzeba kiedyś wróci.

- Film „Wspomnienia z miasta L." był emitowany w Planete Polska, jest też opisany na 50 stronach ważnej publikacji o współczesnej sztuce polskiej (Izabela Kowalczyk. Podróż do przeszłości, wyd. Academica, przyp. red.). Pańskie projekty fotograficzne i video były pokazywane nie tylko w Gorzowie i Zielonej Górze, ale także w galeriach i festiwalach w Polsce i zagranicą. Która forma jest Panu najbliższa?
- Chyba stoję po środku. Fotografia zawsze była głównym elementem mojej twórczości, dominowała też prawie we wszystkich wystawach, projektach, instalacjach i obiektach. Ale fotografia jako metoda twórcza w tradycyjnym rozumieniu, trochę się zdewaluowała, gdy weszła technologia cyfrowa. Z kolei ze sztuki video zrobiłem dyplom. Pasjonuję się dokumentem, oglądam bardzo dużo filmów dokumentalnych. To świadectwo przemijania i rejestracja, czyli to, co w mojej twórczości jest niezwykle ważne. Każdemu mojemu projektowi towarzyszą ogromne emocje związane z refleksją, że wszystko przemija, a my odchodzimy. Nie tyle jednak ważne jest narzędzie i forma, co idea, refleksja.

 

- Które ze swoich osiągnięć zawodowych uważa Pan za najważniejsze?
- Kiedyś, jak byłem bardzo młody, wydawało mi się, że sukces to zdobycie członkostwa bardzo wtedy elitarnego Związku Polskich Artystów Fotografików. Kryteria były wówczas bardzo surowe i była to jedyna droga do uzyskania statusu artysty fotografa. Ale gdy już się to stało, przestało być ważne. W zależności od momentu życia, różne sprawy były istotne. Zawsze najważniejszy jest ten projekt, który właśnie się przygotowuje. Na pewno mogę się pochwalić np. dwukrotną, indywidualną wystawą w Galerii FF w Łodzi, jednej z najbardziej prestiżowych galerii fotografii w Polsce, a także udziałem w kilku zbiorowych wystawach, w których brali udział najwybitniejsi polscy artyści sztuk wizualnych. Bo chyba ważne jest nie tylko jak, ale i z kim i gdzie...

-Jakie ma Pan plany na kolejne lata działalności? Co jest dla Pana priorytetem?
-Trochę brakuje mi czasu na twórczość. Od kilku lat moim priorytetem jest wydawanie pisma kulturalno - artystycznego „Lamus". Ale nie ukrywam, że pracuję nad nowym projektem. Będzie on związany z wyjściem sztuki w 

Zbigniew Sejwa, fot. Piotr Miler
Zbigniew Sejwa, fot. Piotr Miler

przestrzeń miasta. Trzeba też przyznać, że super płodnym artystą nie jestem. Odzywam się, gdy wydaje mi się, że mam coś do powiedzenia i już nie mogę milczeć. Kiedyś nieżyjący już, wybitny krytyk Jerzy Busza w jednym z katalogów mojej wystawy napisał: Szkoda, że Zbigniew Sejwa pokazuje nam tak szalenie mało prac, gdyż tą wystawą komunikuje, że akurat ma coś ważnego do powiedzenia.
- Dziękuję za rozmowę.

 

Notka biograficzna:
Zbigniew Sejwa - artysta sztuk wizualnych, animator kultury, kurator sztuki, członek Związku Polskich Artystów Fotografików, wiceprezes Stowarzyszenia Lubuska Zachęta Sztuki Współczesnej, dyrektor Klubu Myśli Twórczej „Lamus", absolwent Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Zielonej Górze - animacja kultury, Wyższego Studium Fotografii MKiS/ZPAF w Warszawie oraz Państwowej Wyższej Szkoły Filmowej, Telewizyjnej i Teatralnej w Łodzi. Autor wielu wystaw indywidualnych (najbardziej znane to: „Screenphotography", „Okruchy pamięci", „Ślady zwykłych ludzi", „Relikwiarz"), uczestnik kilkudziesięciu wystaw zbiorowych (m.in. Dialog Loci, Random in Radom. Festiwal Sztuki im. Jerzego Buszy, Poza dobrem i złem, Dobre sąsiedztwo?), współautor filmów dokumentalnych ( „Wspomnienia z miasta L.", „Opowieści z miasta G." „Czerwiak"). Trzykrotny laureat Nagrody Kulturalnej Prezydenta Miasta Gorzowa Wlkp., w 2011 r. laureat Nagrody Kulturalnej Marszałka Województwa Lubuskiego.

fot. archiwum Z.Sejwy, Piotr Miler

Poprawiony: wtorek, 03 kwietnia 2012 12:35
 

Uwaga, www.gorzow.pl/przystan korzysta z plików cookie, aby dowiedzieć się więcej na ich temat oraz poznać sposoby zarządzania nimi wejdź na stronę Opcje prywatności.

Akceptuję wszystkie pliki cookie z www.gorzow.pl