Gorzów Przystań
Dziś jest: 1 Grudnia 2020        Imieniny: Natalia, Blanka, Eligiusz
template_cień


mt_ignore:
mt_ignore:
O sztuce szycia z Mają Powalską PDF Drukuj Email
wtorek, 22 listopada 2011 18:46
Multithumb found errors on this page:

There was a problem loading image /home/umgorzow/domains/umgorzow.provector.pl/public_html/archiwumtories/bpm_4321_bw_resize.jpg
There was a problem loading image /home/umgorzow/domains/umgorzow.provector.pl/public_html/archiwumtories/bpm_4321_bw_resize.jpg
There was a problem loading image /home/umgorzow/domains/umgorzow.provector.pl/public_html/archiwumtories/bpm_4359_resize.jpg
There was a problem loading image /home/umgorzow/domains/umgorzow.provector.pl/public_html/archiwumtories/bpm_4359_resize.jpg
There was a problem loading image /home/umgorzow/domains/umgorzow.provector.pl/public_html/archiwumtories/bpm_4410_resize.jpg
There was a problem loading image /home/umgorzow/domains/umgorzow.provector.pl/public_html/archiwumtories/bpm_4410_resize.jpg
Maja Powalska Fot. Bartłomiej Nowosielski
Maja Powalska Fot. Bartłomiej Nowosielski
Przygodę z szyciem zaczęła po studiach, swoje produkty sprzedawała w internecie. Teraz w Gorzowie otworzyła pracownię, w której każda gorzowianka może nauczyć się szyć. Z Mają Powalską rozmawiała Olga Konaszczuk.

-Jak to się stało, że trafiła Pani do Gorzowa?
-To był klasyczny powód. Z miłości. Mój mąż jest Gorzowianinem i po tournee po różnych miastach osiedliśmy tutaj. Bardzo dobrze mi się tu żyje.

-Jak to się wszystko zaczęło? Skąd pomysł na Blague’a?
-Ten pomysł tkwił w moje głowie od bardzo dawna. Przygodę z szyciem zaczęłam na studiach, które były kompletnie nie związane z szyciem, bo dotyczyły negocjacji i komunikacji. Na początku szyłam dla siebie, metodą prób i błędów. Wymyślałam jakieś ubranie i starałam się je uszyć. Projekty w mojej głowie były kompletnie dowolne, zwłaszcza jeśli chodzi o materiały. Traktowałam to jak miłe spędzanie czasu. To była świetna zabawa, dochodzić samodzielnie do tego, jak się łączy materiały i co trzeba zrobić, żeby coś z tego wyszło. Tak mi się to spodobało, że zaczęłam szyć coraz więcej i stwierdziłam, że mogę zacząć to sprzedawać. I był oddźwięk. Sprzedawałam swoje produkty on-line, głównie w galeriach internetowych. Okazało się, że jest zapotrzebowanie. Ludzie chcą czegoś, czego nie mają wszyscy, coś innego, czego każdy nie kupi masowo w sklepie. Poza tym myślę, że nie lubimy szaro wyglądać. Coraz częściej to widać na ulicach.

-Od kiedy działa Pani firma i co powstało pierwsze, sklep internetowy czy pracownia?
-Najpierw powstała pracownia. Wcześniej wystawiałam swoje rękodzieła we wspomnianych galeriach, dopiero potem założyłam stronę. Ale wcześniej powstała pracownia. Zaczęłam ją urządzać od września ubiegłego roku. Było to możliwe dzięki pomocy Lubuskiego Stowarzyszenia Rozwoju Regionalnego. Oni między innymi  promują aktywizację kobiet po urlopie macierzyńskim i kobiet bez pracy. Najbardziej zachęciło mnie to, że oferowali między innymi kurs krawiectwa. Po tych wszystkich samodzielnych próbach chciałam w końcu dowiedzieć się czegoś od profesjonalistów i sprawdzić, czy rzeczywiście idę dobrą droga. Zrobiłam kurs, a potem zaczęłam się starać o dofinansowanie z funduszy unijnych. Cały kurs trwał od lutego do sierpnia. We wrześniu zaczęłam remont lokalu na Dzieci Wrzesińskich i trwało to bardzo długo, bo aż do listopada. I w końcu ruszyło.

-I jak to się rozwijało? Było wielu chętnych na zajęcia?
-Na początku to miało nieco inną formę. Każdy mógł przyjść między 8 a 16 i „wypożyczyć” maszynę do szycia, a ja służyłam pomocą. To się nie sprawdziło, ponieważ miałam sporo zamówień w ciągu dnia i to bardzo dezorganizowało mi pracę. Dlatego teraz warsztaty odbywają się popołudniami w piątki, wtorki i w soboty od 12.00. Planuję również utworzyć jedną grupę przedpołudniową dla matek, które mają dzieci w przedszkolu i miałyby ochotę wpaść i coś sobie uszyć. Maksymalna ilość osób wynosi pięć przez wzgląd na liczbę dostępnych maszyn do szycia. To też ma swoje plusy, bo przy takiej grupie mogę do każdego podejść indywidualnie i w razie potrzeby pomóc.

- W jakim wieku są uczestnicy warsztatów?
- Nie ma tutaj żadnej reguły. Przychodzą  ludzie w różnym wieku. Od nastolatków wzwyż. Jedni chcą uszyć coś nowego, inni przerobić starą rzecz. Zainteresowani są zarówno mężczyźni jak i kobiety, ale z przewagą tych ostatnich. Jak dotąd było trzech panów.

-Radzą sobie?
-Świetnie sobie radzą. Wiedzą, czego chcą. Mają plan, żeby zrobić daną rzecz i go konsekwentnie realizują. Po kolei, kawałek po kawałku i im wychodzi. Jeśli chodzi o kreatywność to myślę, że płeć nie ma znaczenia. Na razie warsztaty są w fazie początkowej, więc nie szyjemy jeszcze fraków (śmiech). Dopiero zaczynamy tą wspólną przygodę z szyciem, ale zdarzają się miłe niespodzianki. Jedna z dziewczyn przyszła i już na pierwszych zajęciach zabrała się za szycie sukienki. Miała pomysł, wycięła i szyła. Zajęło jej to kilka zajęć, ale stworzyła świetną sukienkę, byłam pełna podziwu. Piękne rzeczy dziewczyny szyją.

-Można naprawdę się spełnić artystycznie.
-Można, można. Jeśli ktoś ma pomysł to świetnie. Jeśli ktoś nie ma pomysłu, również zapraszam. Możemy razem coś wspólnie wymyślić. A rezultaty są naprawdę ciekawe. Szycie daje dużo satysfakcji, te rzeczy nie muszą być perfekcyjne, ważne, że zrobione są samodzielnie, że stworzyło się coś od początku do końca i na efekt nie trzeba długo czekać.

-Myślała Pani o zorganizowaniu pokazów tych uszytych przez was ubrań?
-Nie planowałam jeszcze nic konkretnego, ale jest to możliwe. Czemu nie? To jest świetny pomysł. Pokazalibyśmy jakie perełki tu powstają.

-Czy szyjecie tylko ubrania? Na stronie Blague widziałam też inne projekty.
-Strona i warsztaty to dwie różne sprawy. W sklepie oferuję moje własne projekty, które szyję i sprzedaję. Ludzie, którzy przychodzą na warsztaty szyją dla siebie.

-A co ludzie najchętniej szyją?
-Kobiety sukienki i torebki. Przerabiają stare ubrania wymyślają t-shirty, bluzki. Z kolei mężczyźni chętniej przerabiają rzeczy. Był też chłopak, który szył prezent. Robił poduszkę, bardzo fajnie mu to wyszło.

-Na warsztaty może przyjść każdy, w różnym wieku i zrealizować swoje pomysły związane z szyciem. A ile może trwać taki kurs szycia? Ile czasu trzeba, żeby się w tym wprawić?
-Nie ma jednej odpowiedzi na to pytanie, to jest kwestia indywidualna. Trzeba też pamiętać, że warsztaty to forma odpoczynku i zabawy, sposób spędzenia czasu. To jest tak jak przy nauce czegokolwiek innego, wszystko zależy od danego człowieka i jego dobrych chęci. W szyciu, według mnie, chodzi o różne patenty. Niektórzy dość szybko na to wpadają, inni szukają tych rozwiązań dłużej.

-Proszę opowiedzieć o swoje stronie.
-To jest przede wszystkim sklep, a dodatkowo zawiera informacje o warsztatach. Jeśli chodzi o nazwę, blague znaczy po francusku dowcip, żart. Od dawien dawna to jest mój Nick. Potem używałam go w galeriach internetowych, właśnie pod blague sprzedaję swoje rękodzieła. Wydawało się logiczne, żeby właśnie tak nazwała się moja firma. W moim logo widnieje nazwa na różowym tle. Jest to zresztą jeden z moich ulubionych kolorów. Ten róż jest określony, nie słodki, ale właśnie ostry, mocny i wyrazisty. Ale nie jest tak, że na co dzień chodzę cała na różowo(śmiech).   

-Skąd Pani bierze materiały?
-Staram się korzystać z rzeczy już używanych. Stosuję w 90% recykling. Kupuję rzeczy w  lumpeksach, bluzki, spódnice. Z uzyskanych w ten sposób materiałów można zrobić coś całkiem nowego, a przy okazji trochę ulżyć naturze. Uważam, że za dużo jest przedmiotów na świecie, warto dać im drugą szansę, ponownie wykorzystać. Inna rzecz, że teraz jest ciężko o dobry gatunkowo materiał. Kupowanie przez Internet nie wchodzi w grę, bo zawsze muszę go dotknąć. Najważniejsze, żeby materiał był naturalny. Najlepsza jest bawełna. Poza tym powinien być miękki i przyjemny w dotyku, żadne sztuczne nie wchodzą w grę, nie lubię syntetyków i nie życzę ich innym.

-Które produkty cieszą się największą popularnością?
-Jeśli chodzi o klientów, kupują ludzie z całej Polski, głównie z Warszawy, Śląska i Pomorza. A najlepiej idą literki. To są imienne, bawełniane literki, które wypycham i zawieszam w formie imienia na żyłce. Zwykle wiesza się je na drzwiach od dziecinnego pokoju, łóżeczku, ścianie lub oknie. Każdy wybiera sobie kolor lub wzorek literek. Standardowy rozmiar takiej jednej literki to około 15 centymetrów. Są chętnie kupowane przez rodziców lub na prezenty. Robię też lalki. Do każdej piszę jakieś mini opowiadanie, łączę ją z jakąś historią, żeby przyszły mały właściciel wiedział, z kim ma do czynienia. Szyję też spódnice, sukienki, torebki, robię lampy… Teraz zaczął się sezon na mufki. Kiedyś był moment z czapkami cyklistkami. Generalnie idea jest taka, by rzeczy były unikatowe, najwyżej w 2, 3 egzemplarzach, chodzi o to by być w opozycji do masowej produkcji. Mogę się pochwalić, że Blague jest marką, która jest uznana za ekologiczną w kampanii „Dobre zakupy – ekokonsument”, w której chodzi o odpowiedzialne kupowanie, czyli m.in. wybieranie rodzimych produktów, wyprodukowanych z poszanowaniem dla środowiska i ludzi.

-Ma Pani jakieś dodatkowe pomysły związane z działalnością?
-Na razie nie, bo przyznam szczerze, że jednoosobowa firma to prawdziwe wyzwanie. Szycie jest bardzo czasochłonnym zajęciem, a przecież się nie rozdwoję… Wczoraj byłam na pokazie u mojej czteroletniej córki w przedszkolu, jako krawcowa. Było świetnie, szyłam razem z dziećmi lalkę. Od jakiegoś czasu myślę o warsztatach dla dzieci, a teraz się utwierdziłam w przekonaniu, że to dobry pomysł. Dzieci same mogą szyć zabawki za pomocą tępych igieł do haftowania. Przetestowałam to wcześniej na mojej czteroletniej córce, uszyła piękną rybę. Różową z tiulem, wykorzystała kilka warstw materiału. W ogóle dzieci mają świetne wyczucie koloru i w żaden sposób nie ograniczają się w ich doborze. Sądzę, że warto zrobić takie specjalne zajęcia dla najmłodszych. Wysłałam maile do przedszkoli i czekam na odzew.

-Ma Pani na głowie dom, firmę, małe dziecko…
-I jeszcze psa (śmiech)!

-Jak Pani daje sobie radę?
-Chyba najważniejsze w mojej pracy jest to, że ja naprawdę ją lubię. W swojej pracowni czuję się jak w drugim domu. Lubię to miejsce i warsztaty z klientami. Nawet w kontaktach przez Internet ludzie są życzliwi. Trudno jest zachować surową powagę, kiedy dyskutuje się o dobraniu paseczków czy kwiatków. Fakt, że szyje się dla kogoś specjalną, jedyną w swoim rodzaju rzecz sprawia, że ten kontakt jest cieplejszy niż w innych branżach. 

-Może jakaś rada dla kobiet, które chcą spróbować swoich sił i zrealizować jakieś marzenie?
-Niech się nie boją i robią swoje. I się uda. Jak człowiek czegoś mocno chce, to musi się udać. Nie słuchać ludzi, którzy krytykują, marudzą. To zabiera energię i niepotrzebnie podcina skrzydła. Ja sama jestem zaskoczona, że to wszystko tak się rozbujało. Cieszę się, że stworzyłam coś od podstaw, coś, co jest tylko moje i daje mi satysfakcję.  

- Dziękuję za rozmowę.

Maja Powalska Fot. Bartlomiej Nowosielski
Maja Powalska Fot. Bartlomiej Nowosielski
Maja Powalska Fot. Bartłomiej Nowosielski
Maja Powalska Fot. Bartłomiej Nowosielski

Wpisany przez Administrator   
Poprawiony: poniedziałek, 20 sierpnia 2012 12:48
 
AddThis Social Bookmark Button

Komunikaty

Komunikat Słowianki o zamknięciu basenów
poniedziałek, 14 grudnia 2015
Porozmawiaj z notariuszem o…...
wtorek, 17 listopada 2015
Unieważnienie konkursu
piątek, 28 sierpnia 2015
Komisje Rady Miasta
czwartek, 16 lipca 2015
PWiK informuje
czwartek, 02 kwietnia 2015
Więcej komunikatów...

Zwyczajni nadzwyczajni

O feminizmie po cygańsku z Ewą Dębicką
Ewa Dębicka od ponad 30 lat związana jest z muzykiem, kompozytorem, pisarzem i poetą Edwardem Dębickim. Razem od niemal...
O wielkanocnych tradycjach z Marią Szupiluk

O nadchodzących świętach Wielkiej Nocy można pisać na wiele sposobów. Dla jednych jest to istotny czas pod względem religii,...

Więcej artykułów…

Czy wiesz...

gdzie spotykają się Starzy Towarzysze?

„Starzy towarzysze” czyli „Alte Kameraden” to tytuł granego przez orkiestry dęte na całym świecie marsza wojskowego,...

ile kosztował karnet na pierwszy festiwal Reggae nad Wartą, który odbył się w lipcu 1986 roku?
1200 zł – za taką kwotę uczestnicy festiwalu mogli do woli cieszyć się pulsującymi rytmami rodem z Jamajki przez dwa dni...
Więcej artykułów…

Uwaga, www.gorzow.pl/przystan korzysta z plików cookie, aby dowiedzieć się więcej na ich temat oraz poznać sposoby zarządzania nimi wejdź na stronę Opcje prywatności.

Akceptuję wszystkie pliki cookie z www.gorzow.pl