Logo: Gorzów

Urząd Miasta Gorzowa Wielkopolskiego
ul. Sikorskiego 3-4
66-400 Gorzów Wielkopolski
tel. +48 95 735 55 00

Logo: BIP
Twoja przeglądarka nie może wyświetlić obiektu - pogoda

Informacje

Narzędzia i usługi



Kalendarz imprez

Aktualności

Gramy do końca świata i o jeden dzień dłużej!

Została wolontariuszem pod koniec lat 90., kiedy miała niespełna 14 lat. Chwilę po tym, jak sama korzystała z pomocy sprzętu z małym czerwonym serduszkiem. Z Orkiestrą gra do dziś i swym entuzjazmem napędza całą gorzowską machinę - Po prostu lubię to robić - mówi Marta Ciećwierz, szefowa sztabu "Klub u Szefa".
Od lat jest Pani zaangażowana w Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy. Skąd brać determinację do takich działań? Czy dobroczynność to styl życia Marty Ciećwierz? 
 
Z Orkiestrą gram od wielu lat. Niekiedy śmieję się, że to moje najdłuższe doświadczenie zawodowe. Determinacja pojawia się sama, przychodzi październik i wiem, że zaczynają się dla nas przygotowania do finału. To chyba jest gdzieś tam w środku. Zresztą lubię to robić. Każdy finał to dla mnie coś nowego, czegoś się uczę, przy okazji przełamuję jakieś bariery. Nie byłoby tego wszystkiego, gdyby nie pomoc ludzi ze sztabu - to oni dają mi energię do działania. Współpraca z Pawłem Aniołem, czy też pomoc moich najbliższych i ich wyrozumiałość, to właśnie ta cała kwintesencja determinacji. Nie można przy tym wszystkim zapomnieć o wolontariuszach, bo gdyby nie oni i ich chęć kwestowania, tego wszystkiego po prostu by nie było. Po prostu lubię to robić.
 
Najpierw było kwestowanie z puszką. Jak wyglądała droga do własnego sztabu? ADA_5389
 
Tak naprawdę moja przygoda z WOŚP zaczęła się od choroby. Jako dziecko bardzo chorowałam i poniekąd żyję dzięki sprzętowi, który był w szpitalu. Rok później zostałam wolontariuszem - był koniec lat 90. miałam niespełna 14 lat. Pamiętam, że strasznie wtedy padało, a puszki zawijaliśmy w reklamówki, aby nam nie przemokły. Zebrałam wtedy ponad 350 zł. Bardzo mi się to spodobało, ale chciałam czegoś więcej. Z koleżanką wpadłyśmy na pomysł, aby założyć sztab, niestety ze względu na wiek napotkałyśmy ograniczenia. Poprosiłyśmy o pomoc moją mamę, która od razu się zgodziła. Więc pierwszy sztab został założony właśnie na nią. Sztab działał przy bibliotece, ale wszystkie działania odbywały się w Klubie u Szefa i tak zostało. Po ukończeniu 18 lat przejęłam sztab i działamy do dzisiaj.
 
Styczniowy finał to tylko zwieńczenie miesięcy przygotowań i ciężkiej pracy. Jak one wyglądają i na czym polega praca w sztabie? Czy łatwo zmobilizować ludzi do zaangażowania w akcję?
 
Jako sztab zaczynamy spotykać się już w październiku. Co roku po finale zapisujemy sobie co zagrało dobrze, a co jest do poprawy. Te pierwsze spotkania to zazwyczaj dyskusje, co ulepszyć. Rozdzielamy obowiązki i każdy zaczyna działać. W międzyczasie wysyłamy wniosek do Fundacji o utworzenie sztabu i po akceptacji zaczyna się rekrutacja wolontariuszy. Co roku współpracujemy z Gminnym Ośrodkiem Kultury w Kłodawie z/s Wojcieszyce, gdzie Jarek Pikuła zakłada sztab i prowadzi tamtejszy finał. W tym roku taki sztab założył również Piotrek Wiśniewski z I LO. Od wielu lat przy organizacji tego całego przedsięwzięcia pomaga nam miasto, organizując scenę, oraz pani Grażyna Wojciechowska, która myślę, że jest tak samo związana z WOŚP, jak i ja. Sebastian Wierzbicki w ramach Grand Prix organizuje bieg „Policz się z cukrzycą”. Mam to szczęście, że przy finale bardzo łatwo zmobilizować ludzi. Jeśli chodzi o sztab, to wiadomo, że co jakiś czas ludzie się zmieniają, ale ci którzy przychodzą są tak samo zaangażowani, jak poprzedni. W sztabie oprócz moich najbliższych, którzy angażują się co roku, jest jedna dziewczyna - Rabia Songin, która była zawsze i mam nadzieję, że będzie grała z nami do końca świata i o jeden dzień dłużej.
 
W jaki sposób, oprócz wrzucania pieniędzy do puszek, można wesprzeć WOŚP?Anioł i Ciećwierz
 
Można wesprzeć działania sztabu poprzez przyniesienie gadżetu na tzw. licytację. Co roku pomaga nam Urząd Marszałkowski. Gorzowskie firmy angażują się poprzez pomoc w zapewnieniu wolontariuszom koszulek, udostępnienie samochodów na okres finału, czy też busa abyśmy mogli pojechać do fundacji, sponsoring naczyń jednorazowego użytku, chleba, czy też artykułów biurowych, grochówki (tutaj ukłony w stronę szpitala). Dla nas jest to największa pomoc i jednocześnie wsparcie dla WOŚP.
 
Trzeba urodzić się z taką pasją pomagania, czy można ludzi do tego przekonać? Czy gorzowianie chętnie otwierają serca i portfele?
 
Co roku gorzowianie pokazują, że mają wielkie i gorące serducha i nie trzeba ich przekonywać do tego, że finały WOŚP są potrzebne. Ma to swoje odzwierciedlenie przede wszystkim w szpitalach, w których duża ilość sprzętu oznaczona jest czerwonymi serduszkami WOŚP. Nasz gorzowski szpital, a dokładnie Oddział Pediatrii otrzymał łóżeczka dla najmłodszych. Tak się zdarzyło, że moje 8-miesięczne dziecko niedawno akurat z tego łóżeczka korzystało. Więc w jakimś stopniu ja sama po raz kolejny korzystałam ze swojej cegiełki dokładanej do finału. Sam program badania słuchu jest programem autorskim fundacji, dzięki czemu jako kraj jesteśmy w czołówce, jeśli chodzi o badanie słuchu u noworodków. Raczej nie trzeba przekonywać ludzi do samego finału i potrzeby jego organizowania, efekty grania z WOŚP i wsparcie w postaci sprzętu dla szpitali mówią same za siebie.
 
Jak zmieniała się Orkiestra przez te wszystkie lata?
 
Zmieniła się bardzo. Dla nas początki były bardzo trudne, nie mieliśmy zapewnionego zaplecza socjalnego dla wolontariuszy, wszystko musieliśmy robić sami. Orkiestra nie była aż tak znana, teraz z roku na rok włącza się więcej osób i mimo wszystko jest łatwiej. Wiadomo, że zawsze pojawiają się jakieś schody, ale nie są to sytuacje, których nie możemy przezwyciężyć. Zresztą zawsze powtarzamy sobie, że damy radę!
 
Marta Ciećwierz
 
Który cel Orkiestry najbardziej Panią poruszył?
 
Bodajże był to 17. finał - zbieraliśmy wtedy dla oddziałów onkologicznych. Dla mnie jest to temat bardzo bliski. Jako dziecko leżąc w Centrum Zdrowia Dziecka poznałam wielu rówieśników, którzy chorowali na nowotwory i niestety część z nich przegrała tę walkę, mimo że bardzo chcieli żyć.
 
Dlatego warto grać i pomagać, bo w wielu szpitalach wciąż brakuje wysokospecjalistycznego sprzętu. WOŚP przychodzi z nieocenioną pomocą, a aparatura przekazywana szpitalom, z tym małym czerwonym serduszkiem, pomaga ratować zdrowie i życie.
 
 
Rozmawiała: Karolina Machnicka
 
Fot. Daniel Adamski

Elementy dodatkowe powiązane z tą informacją